Jesteśmy tu, jesteśmy teraz. A właściwie, jestem jedynie ja. Sama.
Muzyka przepływa przez umysł, słowa układają się w znajome zdania, a mnie ogarnia melancholia. To chyba wina jesieni. Ona zawsze powoduje, że zaczynam myśleć. Zawsze przychodzi do mnie wraz ze Smutkiem, który z początku nieśmiały, rozluźnia się widząc moje przyzwolenie. Czasem lubię być przygnębiona. Tak po prostu, dla równowagi ducha.
Rozmyślam, widząc w oknie swoją twarz. Zmieniłam się, to na pewno. Nadal jednak zachowałam wiele z dziecinności, taka dorosła-niedorosła. Oczy błyszczą w przygaszonym świetle, gdy mierzę wzrokiem samą siebie. O czym myśli ta dziewczyna? Co zamierza? Jakie ma plany? Co chce osiągnąć? Widzę jedynie, że twarz nie wyraża nic, poza spokojem. Za to oczy... W oczach widać smutek. I tęsknotę.
Dalej pobłyskują światła wielkiego miasta. Nieznanego i fascynującego. Nie raz złamie mi serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz